Odczekawszy stosowny czas kwarantanny od całej gorączki, poszliśmy z Anią do kina na Pocahontaz Avatara.

Cóż, że banalny i szablonowy. Jak na hollywoodzką produkcję za miliony historia była znośna i przynajmniej nie była sequelem ;). Jeżeli chodzi o realizację - po prostu widowisko, rewelacja, znak czasów. Jestem za. Sztuka filmowa to nie tylko fabuła. Ocena tego przez konfrontację z filmami o ambitnych scenariuszach to jak porównywanie książek z obrazami.